sobota, 2 kwietnia 2011

kobieta bez twarzy

Czasami wychodzę z Szafy. Wychodzę, żeby ratować moją współlokatorkę życia – Kobietę bez Twarzy. Tak jest i dzisiaj. Kobieta bez Twarzy wszczyna alarm. Ostatniego dnia kalendarzowej zimy.
- Niech spierdala. Powiedz mu, że go nienawidzę. Powiedz, że jest skończonym dupkiem i złamanym kutasem...Nie wiem, wymyśl coś! - Kobieta bez Twarzy siedzi sztywno na łóżku. Ma na sobie bieliznę i szlafrok. Przez poręcz krzesła przewieszona jest sukienka za trzy i pół tysiąca. Cały makijaż, pracochłonne arcydzieło dwóch ostatnich godzin, spływa jej beztrosko po twarzy. Obok, tuż za nią leży sobie spokojnie paczka papierosów. Ostatnia deska ratunku w zasięgu ręki.
Gdyby nie fakt, że znam ją od przeszło trzydziestu lat, mogłabym pomyśleć, że rozmawia sama ze sobą. Na szczęście, a może nieszczęście, rozmawia ze swoją lalką, jedyną pamiątką z dzieciństwa. Polly zawsze ją zrozumie. Polly ją wysłucha. Polly, w przeciwieństwie do jej koleżanek z teatru, jest jej sojuszniczą na polu bitwy i wsparciem w ciężkich chwilach. Chwilach właśnie takich jak ta.
Kobieta bez Twarzy ma 32 lata, jest rozwódką i aktualnie zawodową alkoholiczką, która wypaliła się w wykonywanej przez nią profesji. Ostatnio dostaje drugoplanowe role, albo epizodyczne. Na scenie czuje się jak prostytutka. Czuje się obdarta z samej siebie, z całej swojej kobiecości. W dodatku przytyło jej się w przeciągu lutego. Niby 3 kilo, ale zawsze widać. Widziała jak po piątkowej próbie generalnej, koleżanki kręciły z niedowierzaniem głową. To na pewno przez te dodatkowe fałdy na brzuchu i galaretowaty tyłek. Niech je szlag jasny trafi! One nie mają takich zmartwień. Grają pieprzoną Ofelię, albo Małgorzatę, podczas gdy jej powierza sie role zapychających przestrzeń sceniczną panienek...I gdzie tu jest sprawiedliwość? Przecież nawet do pięt jej nie dorastają wyglądem. Nie wspomnieć już o talencie.
- Starałam się wytrzymać napięcie związane z byciem jego kochanką. Nie myślałam o żonie, którą posuwał raz w miesiącu, albo i rzadziej. Ale nie mogę już tak dłużej, rozumiesz? Rozumiesz, Polly, prawda? - Kobieta bez Twarzy sięga przez ramię po paczkę papierosów. Zaraz rozpocznie stały rytuał. Najpierw papieros, następnie szklanka kuchennej Sherry, kolejny papieros, pół godziny przed lustrem, Sherry, papieros, Sherry... a przede wszystkim dużo płaczu, pociągania nosem i całe dziesiątki chusteczek jednorazowego użytku, walających się po całym mieszkaniu. Na sam koniec, Leonard Cohen do poduszki i długa, bezsenna noc.
Kobieta bez Twarzy często rozmyśla o śmierci. To również należy do jej codziennego życia. Temat śmierci. Cholernie intrygujący i niebezpieczny zarazem.
- Wiesz, rozważałam już wiele możliwości, sposobów na to, jak ze sobą skończyć...-Kobieta bez Twarzy lubi rozmawiać z wypukłymi i nienaturalnie wielkimi oczami Polly.
Wiem, wiem...myślę sobie. Nawet już kilka z nich wypróbowałaś, ty wstrętna suko. Pamiętam przedawkowanie środków nasennych, podcinanie żył, a nawet powieszenie się na klamce od drzwi. Pamiętam jak później musiałaś przez ponad miesiąc chodzić w kołnierzu ortopedycznym. Dobrze Ci tak, egoistko. Pamiętam wszystkie twoje próby samobójcze. Były równie nieudane i kiczowate, jak twoja kariera aktoreczki ze spalonego teatru. Zawsze należałaś do osób pozbawionych skrupułów.
- Będzie Ci mnie żal? - Kobieta bez Twarzy leży na podłodze na środku dywanu dusząc się własnymi wymiocinami.
Nie, nie będzie. I nigdy nie było. I nie myśl, że będziesz drugą Marilyn Monroe. Ona przynajmniej odeszła w wielkim stylu. A ty? Znajdą Twoje ciało gdzieś za kilka dni, śmierdzące i sztywne, następnie poinformują o tym twoich rodziców, twoja matka zrobi z siebie ofiarę w telewizji i kolorowych szmatławcach, a za tydzień, góra dwa, nikt nie będzie już o tobie pamiętał. Asta la vista, baby!

(c-d-n)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz