wszystkim (bez)sennikom
spajęczyłem się
na samo dno nieczułej nocy
między snem na jawie
a pielgrzymką
przez bezkresy białej pościeli
przecieram oczy
dwa mrugające radary
albo przekrwione ślepia
straszne trochę
u podnóży stóp
zupełnie bosych
i takich samotnych
tli się jeszcze papieros
a posągowe ciało
przytula wiatr
co w moje życie po zmroku
wdziera się bez zapowiedzi
cień dłoni
na ścianie
przeistacza się w straszydło
za oknem
spowite w świetle gwiazd
ręce umarłych drzew.
Łatwo zbłądzić i trudno przyznać się do tego lecz szczęściem jest skorzystać z pomocy we właściwym czasie, który skończy się dla odmawiających sobie prawa do życia.
OdpowiedzUsuń