M.
A więc zdecydowałeś się nazwać drogę poprzez moje drżące i niespokojne w twoich oczach ciało. Zastygam na chwilę udając rzeźbę martwy twór wykonany ze skały by pozwolić twoim dłoniom i ustom wędrować swobodnie. Jestem chwilą zegarem który umiera w połowie swego żywota albo ptakiem co nieuważnie lecąc nad niczyją ziemią wpadł w rozpostarte i drapieżne ramiona nagich drzew. Nasyć się w pełni, mon cherie, moim zapachem głosem wyglądem. Dzisiaj leżę u twego boku cicho mrucząc jak kot grzejący się na starodawnym piecu. Jutro twój pociąg odjeżdża w nieznane. Balansuj więc na krawędzi pożądania. Musisz śpieszyć się powoli puki jeszcze możesz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz