Ostatnio nie piszę wierszy. Poza brakiem weny twórczej, brakuje mi oparcia w drugim człowieku. Nie mam nikogo, do kogo mógłbym zwrócić się o pomoc. Świadomie, bądź nie świadomie, sam już nawet nie wiem, zostałem sam. Nie jest mi z tym dobrze, ale nie umiem tego zmienić. Ludzie, których kiedykolwiek dotknęło coś bolesnego, najczęściej zostają sami, a ich przyjaciele, niegdyś pomocna dłoń w ciężkich chwilach, odchodzą. Przemijają.
Znowu uciekam. Zaszywam się samotnie w domu, prawie nie wychodząc na zewnątrz. Uciekam w książki, muzykę, filmy – wszystko co teraz mam. Przez krótki moment, wierzyłem w miłość. Teraz przestałem. Nie wierzę już nawet sobie.
To nie jest ostatni wpis na tym blogu, jeszcze nie. Ale znikam stąd na jakiś czas. Muszę zrobić sobie małą przerwę. Uporządkować w życiu pewne sprawy. Uporządkować siebie...
Napisałeś to co ja czuję. Powodzenia w robieniu porządków.
OdpowiedzUsuńKiedyś wyda Ci się to banalnym głupstwem.
OdpowiedzUsuńUkojeniem jest samotność, choć przez chwilę...oczyszczeniem ducha i umysłu.Powodzenia!!
Wiele wierszy powstanie wkrótce!
Zapomnij o koledze/koleżance. Zadzwoń do kolegi/koleżanki. Zrób kawę bez mleka i cukru: okropność, ale działa. Podlej kaktusy, może zginą lub zgubią kolce. Poczekaj na jesień szkarłatną-żółtą: zawsze coś...
OdpowiedzUsuńwracaj już. takie 'gadanie', że przyjaciele zostają to zwykła bujda
OdpowiedzUsuń