Oli, która nie pozwala mi teraz upadać
umieram znów
przez sypkie powieki
ulotny mój czas
sączę drgania
marzenia
wielomian małości
wychudłą duszą
zabieram się
na drugi brzeg czarnej rzeki
sobie jednemu
bo łatwiej jest po cichu odchodzić
zaufałem
licząc płytkie oddechy wiatru
gwałtownym ramieniem
jego silnej dłoni
Morfeusz po mnie przychodzi
zostawiam ciało sine
zgasły uśmiech na twarzy
przedostatnią myśl
umieram znów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz