przychodzisz wiosną
ubrana w zapach pszczeli
dojrzewających w słońcu kwiatów
soczystej trawy
deszczów majowych
śpiewu ptaków porannych
czasami stoję w uśmiechu
lekko wspięty na palcach bosych stóp
jeszcze czuję tamten smak
na wargach sperzchniętych pożądaniem
uwalniam dłonie stęsknione
naszych dni minionych
teraz znów jesteś
z wysokości moich oczu
śledzę twoje kroki
pierwszy
trzeci
czternasty
pięćdziesiąty piąty
przez jedną chwilę
zatrzymuję spojrzenie twoje
w łaskoczących promieniach słońca
na mojej twarzy
potem podchodzisz
całujesz
odchodzisz
a ja karmię mój umysł
dniem dzisiejszym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz