poniedziałek, 16 września 2013

kupały

powiesiłem się jakiś czas temu na sznurze od bielizny. łazienka w moim mieszkaniu znajduje się po przeciwległej stronie korytarza, na wprost drzwi wejściowych. idąc w jej kierunku, powoli i delikatnie, możesz uchwycić wzrokiem zdjęcia rodzinne w antyramach, które wiszą po twojej prawej stronie na ścianie. zdjęcia ludzi, którzy tworzyli kiedyś wspólnotę, rodzinę, jedność, których już nie ma. znajdziesz też mnóstwo rzeczy osobistych pajęczujących swobodnie na sosnowym parkiecie, jak również sierść kocią. jeśli należysz do bacznych obserwatorów, twoim oczom ukaże się również ekspresjonistyczny obraz brązu, gdzie- niegdzie. to krew, mój przyjacielu, zaschnięta krew. zwróć jeszcze uwagę, jeśli ci nie śpieszno, na jej kształty, nierównomierność i odcień. wygląda tak, jakby jej właściciel pozostawił ją tutaj przez nieuwagę, spacerując na jawie po opuszczonym domu. ciekaw bądź, co wtedy czuł i przeżywał w swojej głowie. czy myślisz, że jego spacer był wynikiem choroby wyłącznie, czy może również osobistych doświadczeń takich jak, dajmy na to, śmierć kota, czy kochanka?
jesteś już bardzo blisko drzwi od łazienki. w zasadzie stoisz naprzeciw nich, chwytając ręką za klamkę. jakie to dziwne, że znajdujesz się przy nich dopiero teraz, po kilkunastogodzinnym pobycie w tym mieszkaniu. przecież mogłeś dotrzeć tutaj natychmiast, chwilę po przekroczeniu progu drzwi frontowych w ciągu kilku sekund. odległość wcale nie działała na twoją niekorzyść, nie zaprzeczaj. co robiłeś przez tą całą wieczność? gdzie zgubiłeś swój wzrok i myśli? kto dotykał kołnierza twojej koszuli, czyja dłoń zmierzwiła ci włosy? nikogo oprócz ciebie tutaj nie było, od wielu godzin, dni, a może i nawet miesięcy. jestem w stanie to poświadczyć, po wręczeniu tobie kluczy, skierowałem się natychmiast w stronę wyjścia z klatki schodowej, przecież słyszałeś jeszcze moje kroki zbiegające po schodach, kiedy mocowałeś się z drzwiami.
otwierasz drzwi. w łazience panuje półmrok, ale jesteś w stanie zobaczyć zarys idealnie skomponowanych mięśni, ścięgien, skóry i kości. wiszą na przeciwko ciebie, tuż nad mosiężną wanną. niestety nie włączysz światła, prąd elektryczność już dawno przestały być domeną tego miejsca. możesz jeszcze poszukać w kieszeniach swojego płaszcza zapalniczki, albo latarki, chociaż mówi się przecież, że duchom nie potrzebne jest światło, żeby widzieć. ciało, które tak kochałeś, tak pożądałeś, któremu się tak szczegółowo przyglądałeś codziennie rano, przez blisko rok, wisi tuż nad tobą. możesz je teraz oglądać, badać jego abstrakcję i fakturę. czy czujesz jak tutaj pięknie pachnie, coś pomiędzy lawendą, świeżo skoszoną trawą, a kawą z cynamonem? ciekawe, czy stany lękowe naszego bohatera były spowodowane zbyt częstotliwym nagromadzeniem właśnie tych zapachów? gdzie? na łące, w kawiarni, czy może podczas codziennej kąpieli?
zdradziłem tobie tajemnicę, której już dawno temu przestałem być wyłącznym powiernikiem. teraz, jeśli szybko podejdziesz do okna, już prawie świta, zobaczysz nagą postać biegnącą w stronę rzeki. to nie chłód listopadowy, ani niesprawiedliwy wiatr spowodowały, że jej skóra przybrała odcień fioletu. zdaje ci się, że nie wiem, co robi na twoich paznokciach to i owo? jesteś w błędzie, mój przyjacielu. uciekaj stąd. za drzwiami nie ma już powrotu. to twoja ostatnia deska ratunku.

2 komentarze: