sobota, 31 sierpnia 2013

10.12.

Znów wybebeszony, leżę tu na wznak.
Czuję - palce sztywnieją, myśli jakieś takie wychudzone
Nie dbam o was ostatnio moje chwilomyśli -
Cedzę, zimnieję, tonę.

Chcę mu się przypodobać -
Stworzyć najpiękniejszą potrawę ze słów.
Chcę nas w końcu nazwać, ustawić między rzędami książek -
Że my to książki, że my to historia, kres i początek.

Wracam do domu.
Spakowałem przed nanomomentem dłonie, serce i zdrowy rozsądek.
Do torby podróżnej - ziemię, liście dębu, morską toń w butelce.
Tylko kogoś jeszcze brakuje - kogoś jasnego, bez kłopotów na głowie.

Gdzie rzeka moja, a gdzie jego ma ujście?
Czy zbiornik, w którym sie spotkamy będzie wystarczająco pojemny dla naszej dwójki,
Pełen krwi i miąszu?
Czy to, że ostatnio kolekcjonuję zawroty głowy i w brzuchu gromadę motyli świadczy o mnie dobrze?

Wracam tam, gdzie mnie poznałeś, Miły,
Do archaicznego odtąd, gdzieś, na pewno.
Wracam do początków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz