Ja lubię chodzić do galerii handlowej. Ty lubisz chodzić do galerii handlowej. On Ona Ono lubi chodzić do galerii handlowej. My lubimy...Wy lubicie...Oni One lubią...Wszyscy lubimy chodzić do galerii handlowej. Za perfekcyjne opanowanie odmiany czasownikowej przez osoby dostajesz piątkę z plusem. Za brak pieniędzy w portfelu - pałę.
Spacerowanie bez celu po galeriach handlowych sprawia, że tracimy zbędne kilogramy, które wraz z potem przepięknie wkomponowują się w zapach konsumpcjonizmu. Żyjemy w wolnej Europie, dlatego z dnia na dzień nasze portfele chudną, bo stać nas na całą masę zajebistości made in China. W tym miesiącu modnie jest wyglądać na żula spod spożywczego – efekt podbitych oczu, spierzchniętych ust, smrodu zwalającego z nóg i kilkunastodniowego zarostu, uzyskasz kupując niezbędne kosmetyki w naszych perfumeriach i drogeriach. W ciuchy a la lump, a raczej szmaty, które po pierwszym praniu będą nadawały się do wyrzucenia, zaopatrzysz się w H&Mie, albo innej sieciówce. Plan jest prosty: ty przychodzisz do nas i kupujesz tyle rzeczy, że aż poczujesz ostry ból w kręgosłupie, dźwigając dziesiątki „eko” reklamówek, a my osiągamy satysfakcję z tego, że udało nam się pozyskać nowego Klienta ( czyt. Debila ).
Wybieranie się wraz z przyjaciółmi na tak zwany shopping, stało się w ostatnich czasach powszechne. Naukowcy dowiedli, że ludzki mózg przestaje powoli funkcjonować, staje się sflaczałym, bezużytecznym kapciem, który jest jeszcze w stanie wykalkulować czy starczy na więcej i więcej. Błąkanie się po galeriach jest jak survival. Żeby przeżyć, musisz kupić. Czasu masz mało, a przeszkód na swojej drodze jeszcze więcej. Musisz wyliczyć, czy uda się tobie w kwadrans przelecieć przez wszystkie sklepy, wybrać pierwsze lepsze ciuchy, zwalić się do przymierzalni i w końcu dopchać się na sam początek kolejki, która ciągnie się kilometrami niczym pielgrzymka do Częstochowy.
Aha, nie zapominajmy o manekinach, które tak zmyślnie odwracają naszą uwagę od rzeczywistości. Wprost nieproporcjonalnie długie nogi, talia jak u osy, sztuczne i wyłupiaste oczy, peruka gęstych i nienaturalnie lśniących włosów, do tego boskie ciuszki, za które milion osób dałoby się zabić... i już czujesz się jak twoja ulubiona bohaterka opery mydlanej, którą oglądasz w przerwie między jednym shoppingiem, a drugim. Przecież patrzenie na plastikowe kreatury nic nie kosztuje. Jeszcze nic.
My też jesteśmy jak te manekiny. Po co nam mózgi? Must have – oto nasze być albo nie być.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz