niedziela, 13 marca 2011

2.

Dzisiaj mijają dwa miesiące...Dwa miesiące oficjalnego bicia z Tobą, na dobre i na złe. Dwa miesiące poczucia bezpieczeństwa, kochania, a przede wszystkim spokoju. Wewnętrznego. Duchowego. Emocjonalnego. I właśnie za ten spokój, który od Ciebie otrzymałem, chciałbym najbardziej, z całego serca, Tobie podziękować. Nie umiem ubrać w słowa uczucia, którymi Ciebie darzę. Nie umiem i najprawdopodobniej nigdy nie będę umiał. Ale czy to ważne? Ważne, że jesteś ze mną, ważne, że jesteś osobą, za którą nawet bez chwili zastanowienia skoczyłbym w ogień, dla której przepłynąłbym kraulem Kanał La Manche, wspiął się na Mount Everest, a nawet przeczytał wszystkie opasłe tomiska związane z chemią, matematyką czy fizyką jądrową. Jesteś inspiracją do tworzenia, bezpiecznym schronem, domem, w którym na stałe mógłbym zamieszkać. Sprawiasz, że kocham i czuję się kochany. I pomimo dzielącej nas odległości, która od czasu do czasu daje o sobie znać, szczególnie w chwilach smutku, czy zwątpienia, od ponad dwóch miesięcy czuję, że znajduję się we właściwym miejscu i czasie, czuję, że jestem Twoim kochaniem, Twoim chłopcem, Twoim być albo nie być...
Mam nadzieje, że wytrzymujesz jakoś ze mną, znosisz wszystkie moje wzloty i upadki i że moje blond odrosty nie wprawiają Ciebie z złość, czy zakłopotanie. Doceniam każde słowo, każdy Twój gest i ruch...Dziękuję za wczoraj, dzisiaj i może jutro. Zacznijmy ten trzeci miesiąc z myślą o czwartym, piątym, dziewiątym, czterdziestym ósmym... Przecież możemy wszystko, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz