wypełnia mnie
po brzegi
słodka ciecz twoich pocałunków
nad ranem
wschodem słońca
szczytuję
na Mount Everest
między udami
dolina Amazonki
czuję się wyjątkowo
kiedy szczegółowo
pokonujesz trasę
od ust
poprzez szyję i tors
tu i ówdzie skończywszy
tysiąc pięćset
sto dziewięćset
pytań
chodzi mi po głowie
garnę się do ciebie
jak bezpański pies
przytul mnie
ach zrób ze mną
co tylko chcesz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz