piątek, 25 czerwca 2010

in memoriam

Leżę swobodnie na zimnej podłodze w łazience. Nade mną twoje nieskończenie długie nogi. Ach, gdyby w Londynie nosiło się teraz długie włosy, myślę sobie, wdychając subtelną woń perfumów, którymi spryskałaś zachłannie szyję. Pewnie rosnąbym sobie wtedy dalej z innymi włosami na twojej pięknej głowie. A tak, mój los skazany jest na zagładę. Bo gdy wyjdziesz zaraz, ubrana w najnowszy krzyk mody, czyli nago, na kolejną zabawę, mnie i pozostałe blond włosy miotła indyjskiej pokojówki do kosza zamiecie.
Czemu nie patrzysz się we wlasne odbicie tamtym dawnym spojrzeniem? Czyż nie przysięgałaś sobie, że lustrzana tafla szkła twoim jedynym kochankiem aż do deski grobowej pozostanie? Gdzie się podziały te wszystkie urocze uśmiechy, te wszystkie teatralne mrugnięcia powieką? Kim jesteś, piękna, o niebanalnej urodzie, słodka Beatrycze?
Jeszcze stoisz w jasnej łazience. Przed lustrem nowa, pseudo silniejsza kobieta. Strach, ten paraliżujący nieprzyjaciel twój, co każdej nocy zakradał się przez źrenice twojego świata snem złym, teraz ukryty za grubą warstwą pudru, cienia na powiekach, krwawą czerwienią szminki, schodzi na dalszy plan.
Ogoliłaś głowę. Rzuciłaś palenie. Chodzisz na niebotycznie wysokich obcasach. Udajesz silniejszą i niezależną, ale tylko my, twoje ścięte włosy, co opadły cicho na ziemię, wiemy do kąd zmierzasz i co w tobie wciąż siedzi, piękna Beatrycze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz